A czy Ty boisz się sukcesu?

10 wrz 2014



Zawsze myślałam, że można bać się tylko porażki. Sukces to przecież coś dobrego, więc czego się bać? Okazuje się, że to tylko pozory. Podświadomość potrafi wylistować zagrożenia z nim związane i po cichu je przemycać do świadomości. Jej podszepty sprawiają, że zaczniemy sabotować samych siebie i zamiast łapać byka za rogi, aby było lepiej, wolimy zostać w miejscu, którego nie lubimy, ale chociaż już dobrze znamy i oswoiliśmy.


Skąd te moje wywody? Zwykle tego typu przemyślenia zostawiam dla siebie. Ale zmieniam się ja i razem ze mną zmienia się ten blog. Chcę Wam o nich powiedzieć bo może są wśród Was osoby, które same sobie nie pozwalają na sukces. Może zasieję ziarenko u kogoś kto uświadomi sobie co się z nim dzieje.

MOJA HISTORIA


Pompatycznie brzmi ten nagłówek, ale niech tak zostanie. Zacznę od siebie, bo nie piszę tego posta pod wpływem przeczytanego artykułu, ani mody na takie tematy. Piszę bo sama jeszcze niedawno nie wiedziałam co się ze mną dzieje, z moim umysłem i ciałem. Zrozumiałam. A to już pierwszy krok, aby coś z tym zrobić. - spoliczkować bariery, które sobie sama stawiam i pozwolić im zniknąć jak mgła.

Jeśli pofatygowaliście się kiedyś do zakładki "O mnie" to wiecie, że marzę, aby wyrwać się z korporacji i zostać fotografem. Świetnie jeśli uda mi się również uzyskiwać dochody z innych pasji. Będąc jeszcze nastolatką, która nie miała Internetu kupiłam sobie za oszczędności grubą książkę  z kursem HTML. Próbowałam pisać proste strony i sprawiało mi to ogromną przyjemność. To zainteresowanie gdzieś zawieruszyło się przez lata, aby przypomnieć o sobie teraz, dzięki czemu łatwiej mi pomagać Wam upiększać blogi. Te z Was, które są ze mną na facebook'u wiedzą, że pierwsze metamorfozy mam za sobą. Sprawia mi też dziką przyjemność wyszukiwanie pięknych przedmiotów, dlaczego tego nie wykorzystać?



Na uniezależnienie od "cudownego" pracodawcy mam ściśle określony czas. który kończy się w dniu w którym będę musiała wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim. Podobny cel miałam podczas pierwszej ciąży, jednak brakowało mi pomysłu na siebie. Teraz pomysł jest i zaczęłam działać. Z grubsza określiłam co się musi wydarzyć, aby osiągnąć cel. Wróciłam do blogowania traktując je bardziej poważnie. Jest moją furtką do świata. To ma być moja baza wypadowa do realizacji celów. Działam więc, aby blog się rozwijał, aby i Wam i mi było tu dobrze. 

Zaczęły pojawiać się tu nowe cudowne osoby, którym to co pokazuję się podoba. Prosicie o pomoc przy Waszych blogach i pojawiają się osoby, które chcą, abym zrobiła dla nich zdjęcia. Powinnam skakać z radości. Chodzić uskrzydlona, fruwać pod sufitem, a uśmiech z moich ust nie powinien dać się zmyć nawet mydłem. Nie zrozumcie mnie źle - są takie momenty. Jednak były tez takie w których nie mogłam spać, w których ogarniał mnie strach przed czymś bliżej nieokreślonym. Czułam źle psychicznie i fizycznie. Po pewnym czasie zrozumiałam co się dzieje. Potrzebowałam jednak go trochę więcej, aby się z tym uporać i nie wątpię, że ten demon, który chce pokrzyżować mi plany jeszcze wróci. Jednak dzisiaj mam za sobą pierwszą od dłuższego czasu dobrze przespaną noc. Mam pozytywną energię. Wiem, że się uda!

PRZYCZYNY STRACHU PRZED SUKCESEM


To się pouzewnętrzniałam. Przetrwał to ktoś? Jeśli tak to teraz coś dla Was. Szukając przyczyn swojego samopoczucia trafiłam na opracowania związane ze strachem przed sukcesem. Pozwoliły mi zrozumieć, że to całkiem normalna reakcja. I nie musimy tu mówić o wielkich sukcesach, aby wystąpiła. 


Okazuje się, że to jak reagujemy na sukces jest uzależnione od tego jak sami postrzegamy własne umiejętności i możliwości. Z drugiej strony boimy się konsekwencji sukcesu, nowych wyzwań (choć wydaje się nam, że ich pożądamy), odpowiedzialności. Pozwolę sobie przytoczyć fragmentu ze strony wparzeposukces.pl.  Nie jest to opracowanie naukowe, ale dobrze obrazuje to co chcę powiedzieć

„Założę kiedyś własny biznes, będę wolny, szczęśliwy i bogaty, pojadę na Majorkę, zdobędę Mont Everest!” Każdy z nas na własny sposób definiuje sukces i go pragnie, a jednak…
Program autodestrukcji ?

Badania pokazują, że u około połowy, czynnych zawodowo ludzi, pojawia się lęk. O dziwo nie przed porażką, ale przed sukcesem! Okazuje się bowiem, iż jest on tak silny, że człowiek sam utrudnia sobie drogę prowadzącą do sukcesu! Cóż to za potworek? Prawda jest taka, iż robimy wszystko aby mieć przeciętną pracę i zwyczajne życie. Bo sukces oznacza konfrontację samego ze sobą! 

Znajdujemy dziesiątki powodów aby czegoś nie zrobić, boimy się zmiany, boimy się ich konsekwencji. Dla większości z nas wewnętrzna nieśmiałość i brak pewności jest właśnie tym potworkiem.

I dalej:

Postawa „chcę, ale się boję” jest typowa dla niezadowolonych pracowników, zazwyczaj etatowych. Jęczą, że hej ( ja, jak już nie mogłam słuchać siebie samej, to się po prostu zwolniłam!!! ). Są sfrustrowani, niezadowoleni z warunków pracy, jak i płacy, ubolewają nad niemożnością rozwinięcia skrzydeł, czują wewnętrznie, że stać ich na więcej. Są niewolnikami swojego pozornego poczucia bezpieczeństwa, bo tak łatwiej i wygodniej. Podejmują działania tylko i wyłącznie w obliczu tragedii, zwolnienia z pracy lub innych czynników, na które nie mają wpływu.

Zauważmy, że najpierw boimy się podjąć jakichkolwiek kroki, a później wymyślamy przeróżne powody, aby ich nie robić. Dlaczego się tak dzieje, dlaczego sami na własne życzenie wprowadzamy program autodestrukcji? Popełniamy autosabotaż, najczęściej dlatego, iż boimy się nowych wyzwań, większej odpowiedzialności, a co za tym idzie musimy przekroczyć samego siebie, dać więcej z siebie a następnie wyjść ze swojej konformistycznej strefy komfortu. Ale człowiek uciekający przed wyzwaniami i swoim potencjałem jest przecież samobójcą, pozbawiając się życia prawdziwego, spełnionego a co za tym idzie szczęśliwego.

JAK POZBYĆ SIĘ STRACHU?


Nie znalazłam na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi i pewnie nie ma jednej słusznej drogi. Sądzę jednak, że samo uświadomienie sobie własnych emocji i myśli jest pierwszym krokiem. Ciężko walczyć z wrogiem z którego istnienia nie zdajemy sobie sprawy.



Ciekawa jestem Waszych doświadczeń i przemyśleń w temacie. Wiem, że mogę liczyć na Wasz głos!:)
---------------------------------------------------------------------------------------

Aby umilić Wam odrobinę czytanie przemyciłam kilka zdjęć z pobytu w Irlandii. Przypominam, że dzisiaj ostatni dzień, aby przyłączyć się do linkowego party i konkursu


Jeśli podoba Ci się ten wpis podziel się nim i/lub śledź mnie, aby być na bieżąco. Image Map

43 komentarze:

  1. Bardzo podoba mi się Twój post, ponieważ przez wiele lat poddawałam się temu, co los przyniesie, a zdarzało się, że porządnie mną rzucał po kraju i nie tylko. Dzisiaj chcę zmienić miejsce zamieszkania, byłby to dla mnie sukces, ale z tyłu głowy dudni, a jeśli się się nie uda? Mój strach przed sukcesem jest strachem przed porażką. Tak w skrócie myślowym to wygląda, ale jestem gotowa na podejmowanie nowych wyzwań. Czego również Tobie życzę. Dziękuję za ten post i całokształt. Pozdrawiam serdecznie. C.ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że strach przed porażką jest ściśle powiązany z tym co opisałam - dodatkowa składowa:)

      Usuń
  2. Pojawi się tu pewnie wiele komentarzy takich osób jak ja. Ale mój strach jest tak duży, że nie mogę o nim wspominać, bo misternie budowane poczucia szczęścia (w szczególności z małych rzeczy) pryśnie i w końcu zobaczę to przed czym się bronię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niełatwo komentuje się takie posty, bo problem jest o tyle złożony, że ciężko cokolwiek stwierdzić z całą pewnością. Co więcej - im dłużej o tym myślę, tym bardziej wydaje mi się, że akurat ze strachem przed sukcesem nie mam problemu. Od dziecka "pchałam się na świecznik", brałam udział we wszystkich możliwych konkursach i olimpiadach, ciężko pracowałam i choć wielokrotnie zdarzyło się, że mój wysiłek nie wystarczył do osiągnięcia danego celu, to zwykle mogę z czystym sumieniem powiedzieć: zrobiłam wszystko co mogłam. Jeśli zabrakło szczęścia, przychylności przełożonych czy egzaminatorów to trudno, następnym razem może się uda. Jestem jedną z tych osób, które potrafią mocno karcić się za niedociągnięcia i gdybym sama się sabotowała to moje głupie sumienie nie dałoby mi z tym żyć. A przynajmniej tak jest teraz, kiedy jestem dopiero w połowie studiów, które niejako wyznaczają mi tor, którym mam podążać. Wyobrażam sobie, że wraz z ich końcem trafię w ten szeroki nurt, w którym z jednej strony ciężej jest nawigować i utrzymywać się nad powierzchnią, ale z drugiej strony - masz więcej różnych celów do obrania, więc podróż jest ciekawsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci kochana, aby taka postawa towarzyszyła Ci zawsze i abyś dzięki temu spełniała marzenia!

      Usuń
  4. Myślałam, że ze mną jest coś nie tak, a okazuje się, że temat jest już nieźle zeksplorowany.
    Dobrze wiedzieć.
    Niestety, chyba wciąż jeszcze jestem na etapie Scarlet O'Hary - "pomyślę o tym jutro"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przychodzi taki moment, że bieżąca sytuacja jest nie do wytrzymania i wówczas dopiero to pcha nas dalej. Jednak wyjście ze strefy komfortu i stabilności potrafi paraliżować. A o czym kochana "pomyślisz jutro" ?:)

      Usuń
  5. U mnie niestety występuje ten syndrom....bo moje pewność siebie w każdej dziedzinie mojego życia jest znikoma, codziennie zmagam się z moim potworami, mam ich świadomość ale mam też świadomość że gdyby nie one byłabym dawno w innym miejscu. Od dawna chciałam pisać swój blog, ale zawsze bałam się opinii innych, że się nie spodoba, że nikt nie będzie chciał mnie odwiedzać i dlatego postanowiłam założyć go dopiero po otrzymaniu mgr kosmetologii aby zmniejszyć (w moim mniemaniu ) ryzyko porażki. Cieszę się że moje czarne myśli nie przełożyły się na realia i że mam do kogo pisać i że poznałam tylu fantastycznych ludzi w tym ciebie! to daje do myślenia....aby zacząć bardziej w siebie wierzyć, i w ludzi, bo może "świat nie jest taki zły?". pozdrawiam KosmetoMaMa

    OdpowiedzUsuń
  6. Taki strach przed nowym jest uzasadniony, ponieważ wtedy człowiek ma pełną świadomość tego, co go czeka. Ważne jednak, tak jak piszesz, żeby nie sparaliżował naszych działań w kierunku sukcesu. Ja uważam, że tylko głupcy się nie boją. Moje życie to już kilka razy potwierdziło. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Karolino,

    Jeśli chodzi o mnie, to trafiłaś z tym postem w dziesiątkę:). Właśnie z moim blogiem znajduję się w takim momencie, w którym powinnam zrobić krok do przodu, a paraliżuje mnie strach i wątpliwości. Na koniec lipca kiedy zakładałam bloga byłam tym pomysłem strasznie podekscytowana, tematy i pomysły dotyczące wyglądu oraz stylu bloga sypały się jak z rękawa. Potrafiłam siedzieć przez 10h dziennie i dopieszczać szatę graficzną, redagować artykuły, wybierać zdjęcia i podglądać blogi innych ludzi, żeby czerpać z nich inspiracje. Na początku nie sądziłam, że jakieś większe grono ludzi w ogóle się zainteresuje tym co piszę i pokazuję. Robiłam to na wielkim luzie dla własnej przyjemności. Teraz kiedy widzę, że coraz więcej osób odwiedza moją stronę i zostawiają komentarze presja wzrosła. Dla mnie to jest sukces, że po miesiącu z kawałkiem moją stronę odwiedziło ponad 2300 osób, niektóre z nich zostawiły komentarze, wszystkie bardzo miłe i pozytywne. Bardzo się z tego cieszę i czuję się doceniona i zaskoczona, ale teraz za każdym razem kiedy redaguję jakiegoś posta, to zastanawiam się czy jest wystarczająco ciekawy, czy moje zdjęcia nie są amatorskie i stresuję się też tym, co się stanie jak któregoś dnia zabraknie mi tematów do pisania. Cały czas też się zastanawiam, czy artykuły które już opublikowałam nie są napisane "po łebkach", zamęczam się tym, że nie dałam z siebie wszystkiego i mogłam je lepiej napisać. Styl pisania to kolejny problem. Czasem jak czytam, to co napisałam mam wrażenie, że połknęłam jakiś kij, bo wszystko jest takie drętwe i sztywne:). Nie wiem jak przekroczyć te barierę i się otworzyć, pokazać swoje prawdziwe Ja. Nawet łatwiej mi się jest uzewnętrznić tu na Twoim blogu niż na moim własnym:))). Jestem ciekawa, czy też tak miałaś na początku? Kolejna kwestia jest taka, że powinnam dalej rozwijać mój blog, może dodać jakieś reklamy, ale panicznie się tego boję. Jak nie wyjdzie, to porażka, a jak wyjdzie, to jeszcze gorzej, bo czy powinnam wtedy założyć działalność (jeśli bym miała jakieś wpływy z reklam), jak to powinnam rozliczać, itd. Ehhhhh, niby człowiek chce się rozwijać i coś zrobić, a tak jak piszesz sam sobie kłody pod nogi rzuca. Dlatego cieszę się, że o tym wszystkim napisałaś, kiedy się widzi, że inni mają podobne dylematy łatwiej jest się wziąć w garść, wspólnie można tez coś wymysleć. Staram się brać mocno do serca cytat Seneki: Kto się boi jest niewolnikiem:).

    Życzę Ci z całego serca dobrze przespanych nocy, rozwiania wątpliwości i odwagi do dalszych działań. Bardzo podoba mi się Twój blog, więc mam nadzieję, że się nie poddasz, bo mam zamiar go czytać regularnie!;)

    Miłego tygodnia

    Ania Stankiewicz

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo dobry wpis, chyba podam go dalej. Ten strach często jest wzmagany(podsycany) przez otoczenie. Życzliwi z wypowiedziami typu tylko lamusy piszą blogi, nie ma jak ciepła posadka albo że prowadzący własny biznes to złodzieje. Czasami dochodzi właśnie ten strach jak odbierze nas nasze środowisko, co ludzie będą o nas myśleć itp. Ze swojego doświadczenia wiem, że prawda że każdy ma życie we własnych rękach jest trudna. Nasłuchałam się już od różnych osób jakie to życie jest ciężkie i banalne. Zawsze mam ochotę odpowiedzieć to zrób z nim coś do cholery i przestań narzekać. Porażka może czegoś nauczyć, jak zrobić coś lepiej inaczej. A to wszystko nie jest takie trudne trzeba tylko wyrzucić ze swojego słownika "niemożliwe" i "nie uda mi się". Ja nadal walczę ze swoimi demonami. Na ile skutecznie okaże się pewnie za kilka lat.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję za ten post :))) Pozdrawiam i życzę samych sukcesów :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie aktualnie ogarnia strach przed wyprowadzką... chcemy wyrwać się z mężem z małej mieściny, w której brak perspektyw, jechać tam, gdzie wiem, że będzie nam lepiej i łatwiej, a jednak.... ciągle krąży po głowie pytanie: a co, jesli się nie uda? Sądzę jednak, że taki strach podszyty jest niepewnością, niewiarą we własne możliwości, a takie wątpliwości stworzył w nas ktoś, kto wmawiał nam (nawet niekoniecznie bezpośrednio), że jesteśmy gorsi... ja wiem, że to jest powód i wiem, kto mi to zrobił i wiem, że muszę z tym walczyć, jednak ciężko wygrać rozumem nad emocjami... Piękny post, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja dopiero od niedawna (niestety) obserwuję Twojego bloga, ale robię to z wielką przyjemnością, bo mam wrażenie, że znajdujesz się właśnie w jakieś bardzo kreatywnej fazie twórczej, że przechodzisz swojego rodzaju metamorfozę, dzięki której odkrywasz, co tak naprawdę sprawia Ci przyjemność i daje szczęście. To czytam między wierszami. I o tym też trochę jest Twój dzisiejszy post. Dziękuję Ci za to, że jako Twoja Czytelniczka mogę w tej metamorfozie uczestniczyć.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wszystko to prawda. Mój strach niestety jeszcze nie minął. Samej marzy mi się uwolnić od korporacji, wierze że w końcu pozbędę się strachów i zacznę pozytywnie mysleć.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo prawdziwie i rozsądnie to napisałaś - i nawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem - sama wciąż walczę 'o swoje' i chyba znajdujemy się w podobnym życiowym momencie :) Pozdrawiam cieplutko i życzę samych sukcesów!

    OdpowiedzUsuń
  14. I ja zmagam się z totalnym brakiem pewności siebie. To moja zmora, która przeszkadza mi praktycznie codziennie. Też mam marzenia, ale uważam, że brak mi narzędzi... Choć, choć teraz pojawiła się wizja zrobienia jednego kroku do przodu i mam nadzieję, że ten krok sprawi, że pojawią się następne, że doda sił, motywacji, poprawi samopoczucie i wgląd na samą siebie...

    OdpowiedzUsuń
  15. Hmm... o sobie bym powiedziała... raczej nie nazwałabym mojego strachu "przed sukcesem", nazwałabym raczej mój strach: lękiem przed nowym. Zmiany są potrzebne, ale niestety nie wszystkie są zawsze dobre, jednak celebrując małe radości oswajam każdą zmianę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przeczytałam każdy Wasz komentarz. Dziękuję, że podzieliłyście się swoimi przemyśleniami i emocjami! Jak widać wiele nas łączy. Cieszę się, że pod wpływem chwili powstał ten wpis bo poznałam Was lepiej, tym razem z innej strony. Przez takie odkrywanie Was kocham blogowanie bardziej i bardziej i wciąż znajduję nowe pozytywy z nim związane.

    :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Podczas czytania wpisu widziałam przed oczami moją mamę, która ma dokładnie wszystkie syndromy jakie wymieniłaś. Gdy pojawiła się okazja ze strony pracodawcy na studia podyplomowe, też szukała wymówek. Na szczęście udało mi się ją namówić :)
    Jeśli chodzi natomiast o historię typu "założyłem firmę, bo wyrzucili mnie z pracy", to wiele takich jest opisanych w książce "100$ Start Up" Chrisa Guillebeau. Polecam wszystkim, którzy chcą założyć coś własnego, jest super motywująca :)
    Pozdrawiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć. W chwilach zwątpienia przyda się motywacyjny kopniak!

      Usuń
  18. #ckowska, serdeczne dzięki za polecony tytuł. Zapoznam się z miłą chęcią! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy :)
      Jest i przystępnie napisana i zawiera kilka na prawdę fajnych pomysłów.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  19. Sama czułam podobne rozterki jeszcze kilka miesięcy temu. Nie wiedziałam co zrobić z pracą, w której nie do końca się spełniałam, ani z życiem, bo ciągle czułam, że czegoś mi brakuje. Wszystko jak zwykle załatwiło za mnie życie, bo kiedy zaszłam w ciążę nagle wszystko stało się proste :) Wiem jednak, że te rozterki wrócą, pewnie wtedy, kiedy przyjdzie czas powrotu do pracy po macierzyńskim. Mam nadzieję, że tym razem nie będę zadowalać się tylko przeciętnością, która przecież jest najprostszą drogą, a sięgnę po to, czego zawsze chciałam, ale się bałam... Ale mnie nastroiłaś bojowo! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo dziękuję ci za ten wpis bo sama jestem teraz na początku trudnej drogi- chciałabym się wyrwać z rzeczywistości, która teraz mnie otacza i robić rzeczy, które lubię ale których się boję, trochę też się rozleniwiłam i ciągle szuka wymówek. W gruncie rzeczy dopóki nie przeczytałam twojego tekstu nie byłam świadoma tego czego się boję. Boję się tego, że nie będę wiedziała co zrobić gdy osiągnę dany cel, gdy zacznie mi się układać. Może teraz gdy wiem czego się boję będzie mi łatwiej przezwyciężyć ten strach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale wiem co czujesz. Życzę Ci, aby poszła swoją ścieżką i osiągnęła swój sukces!:)

      Usuń
  21. Bardzo wartościowy post, dający tak naprawdę sporo do myślenia
    Faktycznie należę do większości i każdy kolejny krok poprzedza masa stresu. Niestety tak jest, ze idąc po najmniejszej linii oporu, bo tak bezpiecznie na dłuższa metę wcale nas do niczego nie przybliża, wręcz przeciwnie:(
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudny temat i trudno dzielić się przemyśleniami i rozprawiać się z własnymi "demonami"...
      Kilka lat temu nie bałam się podejmować ryzyka, starałam się obrać jakiś kurs, cel... i wiesz co? Z perspektywy czasu widzę, że każda zmiana sprowadzała mnie jednak na niższy pułap, każda decyzja była nie trafna i nie służyła ani mi, ani mojej rodzinie... Walka o siebie jest zawsze najtrudniejsza...no ale moje życie, więc zbieram plony z tego, co sobie zasiałam.:)

      Usuń
  22. Ja również tak mam ..:) strach i stres przed nowym.. Myślę, że trzeba mieć trochę dystansu do siebie, aby ten strach przetrawić i tak bardzo się na nim nie skupiać. Dla mnie próbą zmiany w życiu jest pisanie bloga.. Nie chcę być tylko kurą domową, chciałam się nauczyć i spróbować nowych rzeczy, a blog napędza moje leniwe ja do działania i do wyjścia z mojego domowego światka. Chcę sięgnąć czegoś nowego i piąć w górę , znaleźć w sobie moc :)) Pozdrawiam i życzę przespanych nocy. Kasia At Home

    OdpowiedzUsuń
  23. Przyznam szczerze, że i w moim przypadku ten post jest trafiony w 100%. Ja właśnie tkwię od lat w takim punkcie - wydawałoby się bezpiecznym, ale to poczucie finansowego bezpieczeństwa nie daje mi szczęścia w ogóle. Co więcej, zaczyna mnie drażnić to, że tyle zarabiam i nie mogę się przez to wyrwać z miejsca, którego szczerze nienawidzę! Czekam, aż stanie się cud i mnie zwolnią, liczę na to, bo sama boję się napisać wypowiedzenie. Od ponad siedmiu lat mieszkam w Irlandii. Moim marzeniem jest powrót do domu. Wyjeżdżam co roku, ale co roku paraliżuje mnie strach przed wyzwaniem i zmianą. Utrudnia mi to wszystko mój mąż, który twierdzi, że strzelę sobie w nogę, jeśli wyjadę. To prawda, mam tu świetne warunki finansowe, ale co z tego, gdy wykonuję pracę dużo poniżej swoich możliwości, wykształcenia, ambicji? Jestem tu nieszczęśliwa, tęsknię za synem, który już mieszka w kraju, ale jednocześnie boję się strasznie konsekwencji mojego wyjazdu. Mam pomysł na siebie, ale czy to wystarczy? W Polsce łatwo nie jest, a mimo to nie wyobrażam sobie życia gdzie indziej. Tam mam dom, rodzinę, przyjaciół - wciąż utrzymuję z nimi kontakty, spotykam się w czasie urlopów.
    Mam nadzieję, że w końcu wezmę się w garść i przezwyciężę strach przed nowym wyzwaniem, bo tak naprawdę powrót do kraju po tylu latach pobytu za granicą wiąże się z całkowitą zmianą swego dotychczasowego życia. Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce :) Pozdrawiam i dziękuję za ten post. Kasia

    OdpowiedzUsuń
  24. Myślę, że wiele osób boryka się z podobnymi problemami. Często tym co nas ogranicza jest praca, pieniądze lub ... inne osoby. Czasem jednak warto, jak pokazuje Twój przykład, postawić wszystko na jedną kartę, zrobić krok do przodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czy jestem dobrym przykładem okaże się za jakieś 1,5 roku:) Ale trzymaj kciuki!

      Usuń
  25. Prawda to. Też to czuję, chcę, ale się boję.
    Czas złapać byka za rogi!!!

    OdpowiedzUsuń
  26. Czuję jakbym czytała o sobie. Bardzo dobry tekst. Uderzył mnie mocno. Największym problem jest właśnie pierwszy krok. Jak zmienić pracę, która męczy a jednocześnie daje pieniądze na utrzymanie. Nie przynosi żadnych korzyści oprócz tych egzystencjalnych. Nie motywuje, nie buduje. Jak to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  27. Większość z nas ma podobną reakcję w tym temacie. Nie ma 1, skutecznej metody na sukces. Chyba po prostu trzeba próbować i jeszcze raz próbować.

    OdpowiedzUsuń
  28. Oj, skąd ja to znam :) Przeoczyłam gdzieś ten post, a tu proszę - okazuje się, ze myślimy podobnie. Ja również spędziłam kilka nieprzespanych nocy próbując zrozumieć, dlaczego jedne rzeczy mi się udają, a inne nie. To dość ciężka sprawa. Wydaje mi się jednak, że najważniejsze jest za nami - uświadomiłyśmy sobie, gdzie leży problem. Trzymam kciuki za nas obie :)

    OdpowiedzUsuń
  29. aldia z arcadii24 stycznia 2015 20:52

    Dużo w tym prawdy, ja też chciałabym "coś", a często myślę, to chyba się boję...
    Cieszę się bardzo, że Tobie tak to się udaje, a udaje świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Cała prawda, jakby o mnie... teraz jestem w momencie gdzie postawiłam na wielkie zmiany chcę robić to co lubię, zrezygnowałam z pracy bo zabierała mi dużo czasu i całą energię. jestem w domu z małą córeczką i małymi kroczkami idę do przodu realizować swoje cele. Jest ciężko, bez dochodu, ale coś trzeba poświęcić, najważniejsze żeby ktoś nas wspierał, a ja mam to wsparcie. Mój kochany mąż wierzy we mnie i mobilizuje mnie to dla mnie ważne. A strach jest ogromny, ale jak czułabym się zawiedziona i nieszczęśliwa gdybym nie spróbowała...

    OdpowiedzUsuń
  31. Świetny post, podziwiam, że potrafisz pisać o tak nieoczywistych sprawach. A wewnętrzny "mały sabotażysta" niestety nie jest mi obcy i pracuję, by miał nade mną co raz mniejszą "władzę". :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Każdy komentarz napędza do działania i dodaje skrzydeł. Właśnie Twój głos chcę usłyszeć!